Zawieszam!

Hejo! Tytuł posta mówi sam za siebie. Mam teraz za dużo nauki: kończe 6 klasę i chce mieć jak najlepsze oceny...

Wracając do tematu: reaktywacja nastąpi po radzie pedagogicznej, kiedy w szkole nie będzie już kartkówek, testów itp.

Do napisania i mam nadzieje że ktokolwiek będzie pamiętał o tym blogu...

Ulcia

Dziękuję i...

Chciałabym bardzo podziękować za te 2200 wyświetleń. To dla mnie na prawdę dużo znaczy.
Chcę też poinformować, że zaczyna mi brakować czasu na pisanie rozdziałów. Są już ostatni testy i w ogóle, a ja chce mieć jak najlepszą średnią. Nie zamierzam zawieszać bloga. W pisaniu, od niedługa, będzie mi pomagać- Natalia.
 Hymm, to na tyle. Nexta nie wiem kiedy wstawię, może w tym tygodniu?
 
Pozdrawiam!
Ulcia

Rozdział 4

Miami, USA
1 sierpnia
/Ally/

Wyglądał... znajomo.
- Eeee, bardzo przepraszam. To moja wina. Niezdara ze mnie- zaczęłam się tłumaczyć, równocześnie próbując z kimś skojarzyć twarz mężczyzny. Miał on średniej długości, rude włosy i był ode mnie wyższy.
- Nic nie szkodzi. Nie widziałem  cię tu nigdy.- powiedział rudzielec
- Jestem na wakacjach.- wyjaśniłam- Allyson Rollins
Przedstawiłam się i podałam mu rękę. Jego reakcja trochę mnie zdziwiła. Zaczął mi się dziwnie przyglądać.
- Em... jakiś problem? Jeśli panu przeszkadzam to już pójdę- oznajmiłam, odwracając się w stronę stolika Tibby.
- Nie, tylko... Ally?- rzucił mi pytające spojrzenie
- E... tak, przed chwilą się przedstawiłam.- uśmiechnęłam się. Mężczyzna wydawał się znajomy, ale nie wiedziałam kim on jest. W każdym bądź razie, prawdopodobnie mnie kiedyś znał.
- Tak, wiem. Ale... Miałaś kiedyś na nazwisko Dawson i mieszkałaś tu?- zadał pytanie
-  Tak, ale... - zaczęłam 
-  Hej! Ally! Nie pamiętasz mnie?-
Wytężyłam umysł. Cofnęłam się te 12-13 lat wstecz. Uderzyła mnie fala bólu. Bądź co bądź tęskniłam za tamtymi czasami. Spojrzałam się w twarz rudzielca... RUDZIELCA! Nagle mnie olśniło.
- Dez?- upewniłam się
- Brawo! Myślałem, że mnie zapomniałaś- powiedział
- Nie zapomniałam, tylko nie poznałam- uściśliłam
- Wiesz, nie wierze, że to ty. Długo cię nie widziałem
- Ja nie wierze, że mnie poznałeś. Jak ci się wiedzie?- zapytałam
- Nieźle, ale opowiadaj co u ciebie.- powiedział
Spojrzałam w stronę mojej córki. Wyglądała na znudzoną. Moja mina trochę zrzedła. Dez podążył za mną wzrokiem.
- To twoja córka- domyślił się- a czy... twój...
Wiedziałam o co mu chodzi.
- Nie, mój mąż zginął w wypadku. Cztery lata temu.- wyjaśniłam
- Aha. Przykro mi...- powiedział
- Ja już naprawdę muszę iść. Chcę zabrać Tibby na plażę. Jeśli chcesz możesz iść z nami-zaproponowałam, mając nadzieje, że jednak odmówi.
- Chętnie.- zgodził się
~Moje szczęście...-przemknęło mi przez my
Podeszliśmy do stolika Tibby. Dałam jej zakupione lody i przedstawiłam Dezmonda. Postanowiliśmy od razu iść w stronę oceanu.
- Więc co porabiasz?- zapytał się Dez, kiedy przechodziliśmy obok parku
- Nic ciekawego, jestem lekarzem- odpowiedziałam- konkretnie chirurgiem
-W sensie, grzebiesz w ludziach?- zapytał
- Taaa, mniej więcej, chodź sama bym ta tego nie ujęła- powiediałam
- A, gdzie i czemu uciekłaś jeśli można wiedzieć.
- Uciekłam, bo... miałam nie za ciekawą sytuacje w domu... w woleliście Kirę. Teraz z perspektywy czasu, aż tak źle mi nie było, ale wtedy..- wyjaśniłam
- Ale gdzie?- dopytywał się.
-Co gdzie?-zapytałam
- No, gdzie uciekłaś?-wyjaśnił
Zastanowiłam się. Zdradzić mu moją kryjówkę. Niby nie mam do niego już żalu Wszystko sobie poukładałam, ale jednak...
- Aaa, o to chodzi...Spróbuj zgadnąć- zaśmiałam się
- Hymmm... Nowy York? Los Angeles?- zaczął zgadywać
- zimno, zimno
- Nie wiem. Podpowiedź?- poprosił
- Ok. Duże miasto, nie w Ameryce.- oznajmiłam
- Londyn?
- Nie
- Madryt?
Pokręciłam przecząco głową
- Tokio? Nie no, nie zgadnę. Weź powiedz.- poddał się
- Dobrze. Sidney.- powiedziałam
- Australia?!? W życiu bym nie zgadł.- oznajmił
-Heh... właśnie dlatego to miejsce wybrałam- uśmiechnęłam się
- Czyli mieszkasz tam sama. To znaczy tylko ty i Tibby?-zapytał się
-Nie, jest jeszcze Dingo! Nasz piesek-wtrąciła się moja córeczka
- Jednym słowem, wesoło. O bym zapomniał!-powiedział rudzielec
- O czym?
- Pamiętasz Cece?-zapytał
Przytaknęłam
- To ona organizuje takie spotkanie klasowe. Przyjdziesz?-zaproponował
- No nie wiem...-zaczęłam
- Proszę. Austin mnie chyba zabije jeśli się dowie, że cię spotkałem i nie zaprosiłem-uśmiechnął się
-Przesadzasz. Naprawdę nie mogę. Co będzie z Tibby? Nie zostawię jej samej-oznajmiłam stanowczo
- Wiesz, moja kuzynka jest opiekunką. Mogłaby się nią zająć i przy okazji pokazać jej Miami.- powiedział
- Nie wydaje mi się żeby to był dobry pomysł. I po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że z Tibby musimy już iść-oznajmiłam
-Proszę! Chociaż przejdź się ze mną do Austina. On nie uwierzy, że cię na serio spotkałem-poprosił
- To nic mu nie mów- rzuciłam do niego, równocześnie odwracając się na pięcie.
Poszłam w stronę hotel ciągnąc za rękę Tibby i zostawiając z tyłu zdziwionego rudzielca. Przeklinałam w duszy swoje tchórzostwo. Przecież tak bardzo chciałabym zobaczyć Trish i Austina. Nawet Kirę. Za późno.
- Mamo? A ty nie chciałaś iść?-usłyszałam głos Tibby
- Nie. Przecież to miały być wspólne wakacje-powiedziałam
Jednak szczerze, bardzo chciałam tam iść.
~Powinnam się zapytać Dez'a kiedy i gdzie idą na to spotkanie-pomyślałam


/Austin/
Siedziałem na kanapie i oglądałem jakiś film, kiedy do mojego domu wpadł Dez. Zachowywał się dziwnie, inaczej niż zazwyczaj.
- Co jest?-zapytałem
- Nie zgadniesz.-powiedział nienormalnym tonem
-No, nie zgadnę-roześmiałem się- mów co jest.
- Wpadłam dzisiaj na pewną dziewczyna-powiedział
- Nie mów, że się zakochałeś. Przecież jesteś z Tess.-przypomniałem mu
- Nie zakochałem się! Spotkałem, jak już mówiłem dziewczynę, którą na pewno znasz.-oznajmił
-Świetnie. Kto to był?-zapytałem
- Dziewczyna. Długie brązowe, lekko kręcone włosy. Ciemne oczy. Nie wysoka, szczupła. -powiedział
- Nie mam pojęcia!- jęknąłem- nie mam czasu, na te durne zgadywanki
- Austin! Zastanów się!-krzyknął
Zastanowiłem się. Brunetka, ciemne oczy, szczupła, nie wysoka... oraz układał się w jedną osobę, ale...



Witam ludzie!
Rozdział miał być w sobotę/niedzielę- jest w poniedziałek. Bardzo przepraszam, ale nie potrafię pisać regularnie (mimo najszczerszych chęci). Oczywiście za wszystkie błędy przepraszam i od razu mówię, że już mi się nie chce tego sprawdzać: matma woła (hurra :-(  )
Chcę jeszcze powiedzieć że ostatnio moja wena spadła do minimum, więc rozdział jest jaki jest, to znaczy: krótki, nudny i ehh...

A na koniec chcę jeszcze polecić opowiadanie mojej przyjaciółki, powstałe na motywach serialu "Austin i Ally". Zaczęła pisać dzisiaj. Oto adres bloga: http://closeyoureyesanddream-opowiadanie.blogspot.com/ 
Pozdrawiam i do nexta!
Ulcia





Info&pytanie

Taaa to nie rozdział...
Informuję, że rozdziały będą się pojawieć co niedziele. No chyba, że w tygodniu uda mi się napisać np. 2 rozdziały. Wtedy jeden z nich dodam wcześniej, a drugi zostanie na niedziele. Mam nadzieje, że taki układ Wam się podoba...
A teraz pytanie: Gdybym założyła bloga z nowym opowiadaniem, o czym miało by być. O bohaterach A&A, czy raczej o Rossie, R5, Laurze itp.?
Prosze o odpowiedzi w komach (można anonimowo, prawdopodobnie wyłączyłam weryfikacje obrazkową)
Pozdrawiam!!!
Ulcia ♥♡♥

Pytanie:

Witajcie Szanowni Czytelnicy tego bloga!

Mam jedno pytanie: Wolelibyście, żebym dodawała rozdziały regularnie (np. co niedziele), czy tak jak teraz (tzn. np. jednego dnia  2, potem przez miesiąc pustka) ??? Proszę o komentarze (można anonimowo). Na odpowiedź macie czas do opublikowania następnego rozdziału, którego jeszcze nawet nie zaczęłam :-(. Obecnie walcze o 6 z matmy na koniec i zaraz test predyspozycji językowych do gimnazjum o_O, to znaczy mniej więcej tyle, że nie wiem kiedy dodam naxta. Postaram się w tym tygodniu...

Pozdrawiam!
Autorka tego bloga: Ulcia

Rozdział 3:

Miami, USA
 1 sierpnia
/Ally/

Kiedy się obudziłam, zegar pokazywał godzinę 9:12. Przerażona zerwałam się z łóżka, po czym dotarło do mnie, że nie jestem we własnym dom, tylko w jakimś hotelu oraz, że mam wakacje. Czułam się wypoczęta, tak jak nigdy. Nic dziwnego. W końcu zazwyczaj wstaję o siódmej. Tibby spała na łóżku obok. Nie chcąc jej budzić, wyszłam na balkon. Był dość duży. Znajdował się na nim niewielki stolik i 3 krzesła. Zbliżyłam się do barierki. Poczułam na policzkach rześki wiatr, z nad oceanu. Widok był piękny i można się było tak patrzeć bardzo długo, jednak szybko nadszedł czas budzenia Tibby. Stołówka hotelowa rano była czynna tylko (aż) do 10.20. Potem otwierała się na 3 godziny od 14:00, a kolacje była od 19:00 do 21:30.

Śniadanie minęło bez zbędnych komplikacji. Dochodziło południe, kiedy wraz z Tibby ruszyłyśmy do parku. Moja córeczka skakała przez całą drogę i ogólnie tryskała optymizmem. Kochała zabawę na świeżym powietrzu, niemal tak bardzo jak śpiewanie. Plac zabaw nie leżał daleko. Mniej, więcej 20 minut drogi na piechotę, toteż po chwili widać było zjeżdżalnie i huśtawki. 
  Tibby od razu poszła na jakąś zabawkę, a ja zostałam na ławce. Wyjęłam książkę z torebki i zagłębiłam się w lekturze. 

/Tibby/
 Do zjeżdżalni prowadziła sporawa kolejka. W Sidney,nigdy na placach zabaw nie było tyle dzieci.
Kiedy w końcu dotarłam do miejsca zjazdu, jakiś chłopak, na oko w moim wieku wepchnął się przed wszystkich, w tym przede mnie i zjechał. Zdziwiłam się, że nikt nie zareagował, więc postanowiłam sama coś zrobić. Szybko znalazłam się na ziemi i podbiegłam do blondyna.
- Nie zauważyłeś kolejki?- zapytałam spokojnie
- Zauważyłem, ale moja ciocia mówi, że jak się jest lepszym, to nie trzeba czekać- powiedział z denerwującym uśmiechem
- To twoja ciocia jest dziwna, a poza tym skąd wniosek, że jesteś lepszy?-uniosłam brwi
- Eee, to proste. Moim dziadkiem jest Jimmy Starr. Założyciel Star Records- pochwalił się
- No, i? Twój dziadek to jedno, a ty to zupełnie co innego.- wyjaśniłam
Obok nas zaczęła zbierać się spora grupka dzieciaków. Rozejrzałam się nie pewnie. Ciekawe co ich tak interesuje. Pewnie nikt inny dotąd nie postawił się temu blondynowi. Spojrzałam na twarz chłopaka. Rozglądał się jakoś bezradnie w poszukiwani ratunku.
- A skąd ty w ogóle jesteś. Nigdy cię tu nie widziałem.- powiedział w końcu
- Mieszkam daleko, za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma rzekami- odpowiedziałam bez namysłu
- Zabawne.- w jego głosie nie wyczułam ironii- Jestem Logan
Chłopak podał mi rękę.
- Tibby- przedstawiłam się, po chwili wahania, jedna ręki mu nie podałam
- Mam bardzo fajne zabawki, chcesz się ze mną pobawić?- zaproponował
- Jesteś dziwny, nie chce. Najpierw się wpychasz i wywyższasz, a teraz?- mówąc to odwróciłam się na pięcie i poszłam w kierunku mamy.

/Ally/
 Zobaczyłam idącą w moim kierunku Tibby.
- Coś się stało?-zapytałam lekko zaniepokojona
- Nie, ale jakiś dzieciak się przede mnie wepchnął, to mu dogadałam, potem on chciał się ze mną bawić, ja nie chciałam, więc możemy już iść- wyjaśniła, na jednym oddechu
- Jeśli chcesz.- zgodziłam się i włożyłam książkę do torebki.
Wychodząc z parku zapytałam się ją jeszcze o tego chłopaka.
- Był chyba w moim wieku, miał takie dosyć długie,jak na chłopaka, blond włosy i zielone oczy. Mówił, że jego dziadkiem jest Jimmy Starr i twierdził, że jest lepszy- wyjaśniła- i miał na imię Logan
- A po czym wnioskował, że jest lepszy?- uniosłam brwi
- Jego ciocia, coś tam mu mówiła- oznajmiła
Najprawdopodobniej Kira ma siostrę. Założenie, iż jest się lepszym od innych, jest bardzo w jej stylu. Idąc ulicą, przechodziłyśmy obok jednej z moich ulubionych lodziarni w Miami.
- Może chciałabyś lody?- zaproponowałam, mojej córeczce
- Pewnie! Chodźmy-  zgodziła się z entuzjazmem
- To idź zajmij stolik, a ja zamówię. Dla ciebie truskawkowe i czekoladowe, tak?- upewniłam się
Tibby pokiwała głową, na tak. Podeszłam do kasy i złożyłam zamówienie. Odebrałam deser, a kiedy odwracałam się wpadłam na jakiegoś mężczyznę. Wyglądał... znajomo.

Od autorki:
Kolejny rozdział. Troszkę krótki, ale jest. Następny nie wiem kiedy się pojawi. Postaram się wstawić jak najszybciej. Za jakiekolwiek błędy przepraszam. A teraz pytanie do Was: Na kogo Waszym zdaniem wpadła Ally?  Czy to tak oczywista, że aż nierealna postać jak Austin? Czy może jakaś drugoplanowa. Piszcie w komentarzach (można anonimowo).
Pozdrawiam
Ulcia

Rozdział 2:

Miami, USA
31 lipca
/Ally/

Kiedy dolecieliśmy na miejsce, było jeszcze widno. Tibby przespała większość podróży, a ja zostałam sam na sam z myślami. Im bliżej było do Miami, tym wzrastał mój strach. O ile na lotnisku, w Australii byłam pewna, że jestem gotowa, tak teraz najchętniej wróciłabym do Sidney. Bałam się, choć nie wiedziałam dokładnie czego. Czy tego, że ich spotkam, a oni mnie nie poznają? Tego, że mnie znienawidzili? Czy może, że w ogóle ich nie spotkam? Jedna część mnie chciała pójść do Sonic Boom'a, druga stanowczo tego odradzała. Dumałam nad tym długo, a moja ostateczna decyzja brzmiała: "jeśli ich spotkam przez przypadek, zagadam do nich, jeżeli nie: trudno"

Nasz hotel mieścił się bardzo blisko plaży. Plaży, którą dobrze znałam, otóż kiedyś chodziłam na nią regularnie. Wtedy, kiedy jeszcze nie znaliśmy Kiry. Miłe wspomnienia.
 Mogłoby się wydawać, że przed "erą Kiry", moje życie było idealne, ale to nie prawda. Przynajmniej nie do końca. Co prawda, miałam przyjaciół- jeszcze wtedy wiernych, ale posiadałam też wrogów, a w zasadzie jednego wroga. Była to nijaka Cecilia Jones. Uparty, popularny i wredny rudzielec. Dokuczała nie tylko mi, ale także Trish, Austinowi i Dezowi. Nie czuje już do niej urazy. To by było głupie i dziecinne, jednak nie wiem, czy ucieszyłabym się ze spotkania z nią. 
Pamiętam też moją pierwszą miłość: Dallasa. Pracował w sklepie z komórkami. Mówiłam przy nim same głupoty. Jestem ciekawa czy mnie pamięta. 
  ~Jeśli nawet, to myśli o tobie jak o wariatce- pomyślałam 

W taksówce, wiozącej nas do hotelu, Tibby jeszcze odreagowywała podróż. Była zaspana i trochę obrażona, że ktoś ważył się ją obudzić. Moja córeczka lubiła długo pospać- tą cechę miała po tacie. 
Meldunek nie trwał zbyt długo. Musiałam jedynie pokazać jakieś papiery i dowód. Pokój znajdował się na trzecim piętrze. Wyposażony był w łazienkę, 2 łóżka, telewizor, ręczniki, szklanki, czajnik i posiadał wyjście na taras. Z balkonu roztaczał się piękny widok na ocean. 
Rozpakowanie walizek zajęło mi jakieś pół godziny. W międzyczasie, Tibby zdążyła się już rozbudzić i zgłodnieć. Powoli zaczynało mnie denerwować, te jej: "Mamo, mamo! Kiedy skończysz?", albo: "Maaaamo, głodna jestem", ewentualnie jeszcze: " Nuuuudzii mi się!".
 ~Chyba podwyższę pensje jej opiekunki- przemknęło mi przez myśl.
- Mamo! Pójdziemy gdzieś dzisiaj?- usłyszałam kolejne pytanie
-Nie. Jest już dosyć późno. Kolacja w hotelu zaczyna się za 15 minut.- oznajmiłam
- Ale, po kolacji...- zaczęła
- Tibby, muszę odpocząć po podróży. Ty całą przespałaś, ale ja nie miałam tego szczęścia-przerwałam jej
- To będziemy tak siedzieć?-posmutniała
- W domu ledwo można cię odciągnąć od telewizora. Pooglądasz cos sobie, a jutro, obiecuje, pójdziemy gdzie zechcesz.- powiedziałam
- Na przykład do parku? Widziałam taki plac zabaw jak jechaliśmy. Pójdziemy? - zapytała z entuzjazmem
- Dobrze, zgadzam się, ale teraz chodźmy na kolacje. Wydawało mi się, że byłaś głodna- oznajmiłam
 Chwile zajęło nam odnalezienie hotelowego bufetu. Tibby była zachwycona szerokim wyborem  dań. Co do jedzenia: Było znośne, choć jadałam lepsze.


_*_*_*_*_*_*_*_*_

/Austin/
  Powoli robiło się ciemno, a ja zmierzałem do domu. Dzisiejsza próba, była długa i męcząca, a ja musiałem jeszcze iść na pizzę z przyjaciółmi. Miałem już powoli dosyć. Mój plan dnia wyglądał tak: śniadanie, pisanie piosenek z Kirą, obiad, próba muzyczna, próba taneczna, kolacja, prysznic, sen. I tak dzień, w dzień. Czasami zdarzały się też jakieś wypady na miasto( tak jak dzisiaj). Dodatkowo ani ja, ani Kira nie mieliśmy ostatnio weny. Zaczynało mi się nudzić. Od dwóch miesięcy nie wrzuciłem nowego teledysku. Starr Records, chwilowo wstrzymało produkcję nowej płyty, a mi powoli zaczynało brakować kasy. Nie miałem stałego przypływu pieniędzy.
   Powinienem poszukać pracy- pomyślałem.- tylko gdzie ja ją wcisnę?
Skręciłem w moją uliczkę. Mój dom nie był jakiś ogromny, ale czułem się w nim samotnie. Ta cała przestrzeń mnie dobijała. 
- Powinienem sobie kupić psa-szepnąłem do siebie, otwierając drzwi. Miałem dziewczynę. Chodziłem z nią prawie 13 lat. Czy to wystarczy, żeby myśleć o naszym związku na poważnie. Pewnie tak, ale nie chce jej się oświadczać. Jeszcze nie. Nie jestem na to gotowy
   ~Masz 30 lat. Kiedy będziesz gotowy? Na starość?-mówił głos w mojej głowie.
Niby byłem sławny. Niby miałem przyjaciół, dziewczynę, ale moje życie wcale nie było takie idealne. Moja mama leżała  w szpitalu, już prawie rok. Natomiast tata spotykał się z jakąś młodszą od siebie kobietą (żałosne).
Czułem się jak w dusznej klatce. W klatce, której ściany powoli zbliżały się do siebie. Straszne uczucie, którego nie życzyłbym najgorszemu wrogowi.
- Jeżeli to tak czuła się Ally przed ucieczką, to się jej nie dziwie- szepnąłem do siebie.
Momentalnie zalała mnie fala bólu, która towarzyszyła każdej mojej myśli o brunetce. Kiedyś miałem nadzieje, że jeszcze ją zobaczę, ale minęło już... 12 lat. Równiutko.
- Przestań o niej myśleć!- rozkazałem sobie. Ostatnio coraz częściej mówiłem do siebie.

Do wyjścia została mi godzina, więc z braku laku, włączyłem telewizje.
Oglądając usłyszałem dźwięk telefonu. Był to sms. Od... CeCe. Nawet nie pamiętałem, że mam jej numer. Phi! Nawet nie wiedziałem, że ona zna mój. Rudowłosa pisała:
Austin! Organizuje takie spotkanie naszej klasy. Odbędzie się 3 sierpnia o 16.00. Spotykamy się przed starą szkołą i idziemy na plaże. Odpisz czy będziesz i jakbyś mógł, to zaproś Ally( nie mam jej numeru).  
                                                                                                CeCe
Pomysł nawet dobry, tylko dlaczego ona musiała wspomnieć o Ally? Czemu? Właściwie, to było dość dziwne. CeCe nigdy nie przepadała za mną, ani za Ally, ani za nikim z naszej paczki.
- Może to prawda, że ludzie się zmieniają?- zapytałam sam siebie.
Po krótkim zastanowieniu doszedłem do wniosku, że fajnie będzie zobaczyć klasę. Chwyciłem telefon i odpisałem:
Będę, ale do Ally też nie mam numeru. Kontakt nam się urwał.
                                                                             A.
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać. Rudowłosa napisała:
Świetnie! Będą wszyscy... oprócz Ally. To dziwne, że nie macie kontaktu. Wydawaliście się być dobrymi przyjaciółmi, ale to nie moja sprawa. Do zobaczenia!
                                                                            CeCe

Już nie odpisałem. Ustalona godzina, była stosunkowo bliska. Szybko przebrałem się w wygodny strój i poszedłem w stronę pizzerii.
 ~Gdybym miał stałą posadę, kupiłbym sobie auto- pomyślałem.
W restauracji byłem przed czasem. Pierwsi dołączyli do mnie Dez i Tess (jego narzeczona.) Potem przyjechała Kira. Na samym końcu, doszli Trish i Dallas. 
  ~Co za ironia. Trish chodzi z chłopakiem, w którym Al... STOP!-pomyślałem.- Nie myśleć o... niej
- Dostaliście sms'a- zapytała Trish
-Od Cece?- upewniłem się
Czarnowłosa pokiwała głową
-Tak
- Ja taż
- I ja
-Yhm
- Od kogo?- to pytanie zadała Tess
- Od takiej jednej dziewczyny z naszej klasy. Jak chcesz to też możesz iść.- wyjaśnił Dez.
- Ok- zgodziła się dziewczyna
Weszliśmy do lokalu i zamówiliśmy jedzenie. Nastała chwila ciszy, którą przerwała Kira
-Ma ktoś jutro wolny czas?- zapytała- około południa?
Pokręciliśmy przecząco głowami. Najwidoczniej wszyscy mieliśmy jakieś plany. Na przykład ja musiałem odwiedzić mamę w szpitalu.
-Szkoda. Muszę się zając dzieciakiem mojej siostry. Miałam nadzieje, że ktoś mi pomoże- powiedziała Kira
- To Vanessa ma dzieci?- zapytałem. Kira nigdy o tym nie mówiła
- Ma sześcioletniego bachora. Mama mi każe się nim zająć. Uhh... Jak ja nie lubię dzieci- jęknęła

Dalej rozmowa się jakoś potoczyła. Rozmawialiśmy jak zwykle o jakichś bezsensownych rzeczach. Nawet nie pamiętam dokładnie o jakich. Zanim się obejrzeliśmy dochodziła 11 w nocy i trzeba było się rozejść.


Od autorki:
Oto 2 rozdział. Oczywiście bardzo przepraszam za jakiekolwiek błędy. Mam nadzieje, że nie jest strasznie nudny i komuś się podobał. Będę wdzięczna za każdy komentarz (komentować można anonimowo). Nexta dodam jak najszybciej się da. Jest nawet nikła szansa, że dzisiaj (05.04.2013r.), ale to zależy od weny.
Pozdrawiam <3
Ulcia